On Thu, 19 Sep 2002 15:27:36 +0200, "rympal" wrote:
>znalazlem ciekawy watek na pl.sci.historia
>pewnie niektorych zainteresuje
>bo w sumie sprawa jest "na czasie"
>______________________________________________
>temat :Prawda o autorstwie "Wspomnien" Wladyslawa Szpilmana(b. dlugie)
>cytuje taki oto tekst
>tylko z szacunku dla Walldorfa
To jestes bardzo nowoczesny, skoro szanujesz rowniez pedalow... :-)
A to przeciez podobnie zakazany gatunek, niczym Zydzi, nie?
>Od czasu gdy pojawily sie wiadomosci, ze nasz znakomity rezyser Roman
>Polanski zamierza zrealizowac film na podstawie wspomnien okupacyjnych
>Wladyslawa Szpil-mana, zniklo calkowicie nazwisko Jerzego Waldorffa,
Bzdura. W polskim wydaniu z br. stoi jak byk: "Opracowanie
pierwszego wydania tej ksiazki (Warszawa 1946r.) Jerzy Waldorff.".
Tyle samo sa warte pozostale wynurzenia autora tej ckliwej
opowiastki.
>prawdziwego autora tych wspomnien. Prawda przedstawia sie nastepujaco:
Waldorff nigdy nie byl 'prawdziwym autorem', byl edytorem pamietnika
Szpilmana. A komu zniklo to zniklo. Wielokrotnie o wspoludziale
Waldorffa w roznych przekaziorach byla mowa. Nigdy ani nigdzie
natomiast sam Waldorff nie podawal, ze jest autorem tej ksiazki.
>1. Utalentowany pianista Wladyslaw Szpilman rozpoczal w polowie 1945 roku
>opowiadac swoje przezycia okupacyjne J. Waldorffowi, proszac, aby spisal
>jego pamietniki z okresu wojny. Waldorff wzruszony trescia wspomnien i
>majac na uwadze ich znaczenie dla czasow Zaglady opracowal je, nadal im
>forme literacka i opublikowal je pt. "Smierc Miasta - Pamietniki
>Wladyslawa Szpilmana 1939-1945 opracowal Jerzy Waldorff" Wiedza
>Spoldzielnia Wydawnicza, Warszawa, 1946.
Ckliwe jak w pismie dla kucharek.
>2. Wladyslaw Szpilman, ktory w okresie rzadow komunistycznych byl
>kierownikiem dzialu muzycznego Polskiego Radia utrzymywal i w tym czasie
>przyjazne stosunki z Jerzym Waldorffem, kierujac sie niewatpliwie
>wdziecznoscia za tak znakomite opracowanie wspomnien i wydanie ich w
>postaci ksiazki.
Znow ta ckliwosc. Czyzby jedynym czlowiekiem, z ktorym Szpilman
utrzymywal ww stosunki byl Waldorff? No bo jesli warunkiem takich
stosunkow (jak wynika z powyzszego) byla swoista wdziecznosc, to
wiecej pamietnikow Szpilman nie napisal... Ergo, nie utrzymywal tez
z nikim przyjaznych stosunkow. :-)))
>3. Szpilman po przejsciu na emeryture, nie informujac o niczym Waldorffa,
>pojechal do Niemiec na umowione uprzednio przez jego syna Andrzeja
>spotkanie z niemieckim wydawca.
Ja rowniez nie informowalem malarza scian w moim pokoju, ze je
wytapetowalem. Musze go przeprosic...
>Ustalono, ze nowe wydanie ksiazki
>opracowanej.przez Waldorffa - ale juz bez Waldorffa - bedzie zawieralo pewne
>zmiany, w szczegolnosci uzupelnienie fragmentami pamietnika Hosenfelda i
>poslowie Wolta Biermanna.
Waldorf dobiegal owczesnie schylku swego dlugiego zywota. Oprocz
wieku (zmarl w 1999 roku majac prawie 90 lat!!!) i zrozumialego
slabego zdrowia, nie widac rozsadnej potrzeby do ciagania go do
Niemiec, gdzie ksiazke i od nowa opracowano, a w dodatku tlumaczono.
I bardzo dobrze, ze rozszerzono tematycznie i faktograficznie
pamietnik Szpilamana.
>Niemiecki wydawca doskonale rozumial, ze nadarza
>sie sposobnosc do zrobienia interesu i wydania be-stselleru.
A to skurwiel-kapitalista... W dodatku szwabski na polskim zydzie
spijajacy krew... No i ten synalek Szpilmana, zbija majatek nawet
na Tajwanie!!! Lobuza kawal. Ale co sie dziwic, zydzisko wstretne.
>Byla to bowiem
>okazja do wybielenia armii niemieckiej przez pokazanie szlachetnego oficera
>niemieckiego dystansujacego sie od hitleryzmu i do tego jeszcze
>pomagajacego,zydowskiemu pianiscie w ratowaniu zycia!
Ze tez te spiski sa wszedzie. Jesli teoria spiskowa sie nie zgadza
z faktami, tym gorzej dla faktow, nieprawdaz?
>l niemiecki wydawca
>w porozumieniu ze Szpilmanem osiagnal cel. Jest bestseller. Machinacje przy
>wydaniu bestsellera polegaly glownie na:
Na temat bzdetow spiskowych o machinacjach ani mi sie nie chce
pisac. Przeciez do kurwy nedzy wlasciciel - a takim niewatpliwie
byl Szpilman (i sa jego spadkobiercy) - ma p r a w o do
dysponowania prawami autorskimi. Nigy bowiem takich praw nie zrzekl
sie na rzecz Waldorffa. Waldorff mial swoich wlasnych zaslug
wystarczajaco duzo, by uzurpowac sobie prawa autorskie Szpilmana.
[...]
>4. Jerzy Waldorff niemal u schylku zycia dowiedzial sie o postepowaniu
>Szpilmana i bardzo to przezyl. Nie chodzilo mu o korzysci materialne, jakie
>by uzyskal, gdyby doszlo do uczciwego wydania drugiej edycji opracowanej
>przez niego ksiazki. Najbardziej byl przygnebiony zachowaniem Szpilmana.
>Darzyl go przeciez przyjaxnia i takie rozczarowanie! Waldorff przypomnial
>sobie, ze jego znajomy, bardzo inteligentny Zyd (wyemigrowal z Polski w
>1956 r.), ktory znal dobrze Szpilmana z getta warszawskiego i uwazal go za
>utalentowanego pianiste, xle sie o nim wyrazal jako czlowieku.
Niezmiernie ciekawe, skad te wynurzenia kucharki przypiekajacej
placki kartoflane sie wziely. Bo jako zywo Waldorff nic podobnego
nie pisal - a pisal niemal do konca swych dni i nie byl czlowiekiem
poddajacym sie kontroli sentymentow, jesli by mial powod, wywalil by
to publicznie. A nie jakies domysly.
>Krytycznie rowniez sie wyrazal o wspomnieniach Szpilmana. Powiedzial
>Waldorf-fowi, ze Szpilman miedzy innymi nieprawdziwie przedstawia
>okolicznosci swego ocalenia na Umschlagplatzu.
I kto to slyszal, co Waldorff powiedzial Szpilmanowi?
>Waldorff nie znal realiow getta i wierzyl Szpilmanowi.
Kompletna bzdura. Jakby mieszkaniec Warszawy, aktywny w zyciu
spolecznym, nie dziecko bo mezczyzna ponad trzydziestoletni, nie
znal realiow zycia w getcie. Pewno, nie zyl w nim, ale wiedzial
doskonale na czym te realia polegaly. To jakby odmawiac
ornitologowi znajomosci zycia ptakow, bo nie fruwa.
Coz za bajki.
--
Szary