z http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20060902&id=my17.txt
Rozmiary klamstw Grossa dobrze ilustruje metoda zastosowana przez niego w
ponad 50-stronicowej czesci "Strachu" poswieconej "Zydokomunie".
Starajac sie zanegowac ogromna role zydowskich komunistow w stalinizacji
Polski, Gross robi to niemal wylacznie poprzez skrajnie klamliwe
pomniejszanie roli Zydow ubekow.
Zupelnie nie wspomina natomiast na ponad 50 stronach wspomnianego tekstu o
bardzo wielkiej roli zydowskich komunistow w komunistycznej propagandzie,
stalinizacji kultury i nauki, w gospodarce, wojsku czy Ministerstwie Spraw
Zagranicznych i dyplomacji.
Nie zajaknal sie o tym wszystkim nawet jednym zdaniem.
I gdzie tu jest chociaz cien rzetelnosci naukowej?
Gross nie omawia rowniez sprawy tak wielkiej roli zydowskich komunistow w
aparacie partyjnym, poczawszy od centralnego kierownictwa PPR, a poxniej
PZPR.
Gross najwyraxniej liczy znow na totalna naiwnosc swoich amerykanskich
czytelnikow.
Sadzi, ze czytelnicy ci, nic nie wiedzac o wielkich wplywach zydowskich
komunistow w tak licznych dziedzinach stalinizowanej Polski, nie upomna sie
o ich pominiecie.
Przypomnijmy tu wiec skrotowo tak cynicznie zatajane przez Grossa fakty,
poczynajac od spraw propagandy i stalinizacji kultury i nauki.
W caloksztalcie zniewalania Polski bowiem bardzo znaczaca role odegralo
"zabijanie piorem" w sluzbie rezimu.
Wbrew klamstwom i przemilczeniom Grossa trzeba tu przypomniec, ze z
sowieckiego punktu widzenia zydowscy komunisci byli wprost bezcenni przy
obsadzaniu roznych ogniw tzw. frontu ideologicznego.
Byli bezcenni jako "nie skazeni polskoscia i katolicyzmem", a wiec
gwarantujacy calkowity brak wahan i jakichkolwiek skrupulow w sprawach
narodowych i religijnych, gotowi do bezwzglednego wykonywania sowieckich
zalecen w tych sprawach.
Ludxmi takimi mogly byc tylko osoby z gruntu obce polskiemu patriotyzmowi i
religii katolickiej albo nawet, jesli byly w nich wychowane, gotowe do
calkowitego zaparcia sie zarowno polskiego patriotyzmu, jak i wiary.
Nieprzypadkowe wiec wydaje sie powierzenie wlasnie Jakubowi Bermanowi,
komuniscie zydowskiego pochodzenia w Biurze Politycznym KC partii
komunistycznej, rownoczesnego nadzoru nad sprawami bezpieczenstwa i kultura.
Podobnie jak to, ze dyktatorem komunistycznej prasy i wydawnictw zostal inny
komunista zydowskiego pochodzenia, Jerzy Borejsza (Goldberg).
Nadzorcy polskiej kultury i nauki stworzyli klimat, w ktorym najwieksze
szanse awansu, forowania jako nowe "a." mieli "internacjonalisci"
pochodzenia zydowskiego.
Nader znamienne oceny na ten temat znajdujemy w wydrukowanym posmiertnie
dzienniku Leszka Proroka, pisarza i eseisty, bylego wiexnia stalinizmu,
wiceprezesa Zwiazku Literatow Polskich w okresie solidarnosciowej odnowy,
poczawszy od grudnia 1980 roku.
Prorok, piszac o tym, co przyspieszalo awanse ludzi ze srodowisk
intelektualnych, stwierdzil wprost: "No i wreszcie najwazniejszy zadatek
kariery: byc Zydem lub wplecionym w zydowskie koligacje" (L. Prorok,
Dziennik 1949-1984, Krakow 1998).
Przygotowania do wyjatkowo duzej roli zydowskich komunistow w sowietyzowaniu
Polski zaczely sie juz w czasie wojny, szczegolnie mocno przybraly na sile,
poczawszy od 1943 r. w ramach quislingowskiego Zwiazku Patriotow Polskich.
Zostal on wyraxnie zdominowany przez komunistow zydowskiego pochodzenia.
Warto tu przypomniec ocene Zygmunta Berlinga, postaci skadinad malo
swietlanej, ale skloconej z zydowskimi rywalami w zabiegach o przychylnosc
Kremla.
Bezskutecznie liczacy na wieksze fawory u sowieckich mocodawcow Berling
pisal z rozgoryczeniem: "(...) wszystkie kierownicze stanowiska w ZPP
zostaly obsadzone przez nie-Polakow, a proby zmian personalnych wywolywaly
natychmiast bardzo halasliwe protesty, oskarzenia o antysemityzm, przy czym
nie cofano sie nawet przed polakozerczymi atakami" (por. Z. Berling,
Wspomnienia, t. II "Przeciw 17 Republice", Warszawa 1991, s. 103. Por.
rowniez uwagi w tomie III pt. "Wolnosc na przetarg", Warszawa 1991, s. 120).
Juz wtedy zaznaczyla sie ogromnie duza rola zydowskich komunistow na
wszystkich stanowiskach zwiazanych ze sprawami ideologicznymi.
Historyk z Tel Awiwu Klemens Nussbaum pisal, ze w redakcji organu ZPP "Wolna
Polska" Zydami byli wszyscy (poza W. Wasilewska) pracownicy redakcji: W.
Grosz, H. Minc, P. Hofman, S. Wierblowski, J. Stryjkowski i R. Jurys (por.
Jews in Eastern Europe and the USSR, 1939-1946, N. Davies and A. Polonsky,
Nowy Jork 1991, s. 184).
Wedlug wspomnianej ksiazki N. Daviesa i A. Polonsky'ego, wszystkie
najwazniejsze funkcje w aparacie politycznym byly piastowane przez Zydow.
Szefami politycznego departamentu byli najpierw major Hilary Minc, a poxniej
kapitan Roman Zambrowski.
W 4 z 5 pulkow dywizji Zydzi piastowali funkcje zastepcow komendanta do
spraw politycznych: kpt. Juliusz Hibner w 1. pulku piechoty, kpt. Leonard
Borkowski w 2. pulku piechoty, major Witold Grosz w 1. pulku lekkiej
artylerii i kpt. Witold Konopka w 1. pulku czolgow.
Zydzi byli takze zastepcami komendantow do spraw politycznych w 12 z 21
batalionow.
W gazecie dywizyjnej "Zolnierz Wolnosci" Zydzi stanowili wiekszosc redakcji,
lacznie z jej naczelnym (Adam Wazyk, Lucjan Szenwald, Arnold Sluck i
Krzysztof Gruszczynski, Leon Pasternak).
Dyrektorem teatru zorganizowanego w dywizji byl Leon Pasternak, a wiekszosc
aktorow stanowili Zydzi (miedzy innymi Jerzy Walden, Ryszarda Hanin, Halina
Billig).
W filmowej "Czolowce" niemal wszyscy zatrudnieni - tak producenci, jak
kamerzysci - byli Zydami (wszystkie dane za: N. Davies, A. Polonsky, op.
cit., s. 195).
Uksztaltowana juz w poczatkach tworzenia tzw. ludowej armii polskiej
sytuacja - tj. zdominowanie aparatu politycznego przez komunistow
zydowskich - utrzymala sie i w nastepnych latach.
Szczegolnie negatywne konsekwencje dla Polski mial fakt, ze zydowscy
komunisci na czolowych stanowiskach politrukow odgrywali niebywale
destruktywna role wobec wszystkiego, co bylo zwiazane z polskimi tradycjami
narodowymi i polskoscia.
Przyjrzyjmy sie temu na niektorych jakze wymownych przykladach.
Polakozerczy politrucy
Do najbardziej polakozerczych politrukow pierwszego okresu powojennego
nalezal szef Glownego Zarzadu Polityczno-Wychowawczego Wojska Polskiego w
latach 1944-1945 Wiktor Grosz (Izaak Medres).
Mysle nawet, ze wlasnie on odegral wowczas najwieksza role w "zabijaniu
piorem", zwlaszcza w odniesieniu do Armii Krajowej.
Grosz nalezal do licznej skadinad grupy komunistow zydowskich, ktorzy
postawiwszy na stalinizm, zrobili zadziwiajace, iscie napoleonskie kariery -
w ciagu zaledwie czterech lat (od 1941 do 1945 r.) awansowal z szeregowca na
generala.
Tak blyskawiczna kariere zawdzieczal fanatycznej gorliwosci w plwaniu na
polskosc i polskie sily niepodleglosciowe.
To on inspirowal najohydniejsze antyakowskie
plakaty w stylu "AK - zapluty
karzel reakcji" i zajadle szkalowal Powstanie Warszawskie.
Juz w paxdzierniku 1944 r. dal sygnal do rozpoczecia najskrajniejszej
kampanii oszczerstw przeciw Armii Krajowej.
W poufnej instrukcji zalecal: "Mamy liczne dowody zbieznosci hasel
gloszonych przez AK i propagande Goebbelsa, mamy liczne dowody wspolpracy
AK-NSZ z bandami bulbowskimi i gestapo, nie pora wiec okazywac im
'zrozumienie', 'szacunek' i tolerowac 'przywiazanie do przeszlosci'". (...)
Kazdy pracownik pol-wychu musi pojac, ze dzisiaj nie ma miejsca na zadne
kompromisy z AK w wojsku. Jesli byli akowcy chca pracowac z nami, nie
zawieramy z nimi zadnych ukladow o nieagresji w stosunku do ich dawnej
ideologii. Oni musza ze swoja przeszloscia zerwac, potepic ja i odgrodzic
sie od niej, a wtedy bedzie dla nich miejsce w Wojsku Polskim. To nie jest
uklad rownych z rownymi (...) zwolennikow 'neutralnego' czy pojednawczego
stosunku do AK traktowac jak akowcow, dopoki sie nie wykaza w najblizszym
czasie aktywna walka przeciw AK (...)" (cyt. za: J. Slaski, Skrobow (2),
"Tygodnik Solidarnosc" z 1 wrzesnia 1989 r.).
8 grudnia 1944 r. w pogadance dla "nowego" wojska Grosz glosil: "Zdrajcy
spod znaku NSZ i AK stosuja swoja stara wyprobowana metode prowokacji i
szpiegowania... Zniszczyc to, co jest duma narodu, co jest jego sila -
Wojsko Polskie - oto wspolny cel Hitlera i AK" (cyt. za: T. Zenczykowski,
Polska Lubelska 1944, Warszawa 1990, s. 193).
W wydanej w 1945 r. broszurze "Na drogach powrotu" Grosz glosil, ze wybuch
Powstania Warszawskiego spowodowala "egoistyczna awanturniczosc garstki
bankrutow", twierdzil, ze byla to chyba "najwieksza zbrodnia sanacyjnej
kliki".
Antyakowskim atakom Grosza zajadle wtorowali inni wplywowi komunisci
zydowskiego pochodzenia.
Znamienny byl fakt, ze Jakub Berman, niewatpliwie najbardziej wplywowy
komunista zydowski w Polsce, jako pierwszy w 1944 roku zaczal publicznie
oskarzac AK o rzekoma wspolprace z gestapo i nazwal akowcow bandytami.
Inny zydowski komunista, pplk Antoni Alster (poxniej miedzy innymi
wiceminister spraw wewnetrznych po 1956 roku), stwierdzil na odprawie
partyjnej komendanta krajowego MO w dniu 10 listopada 1944 r.: "Komenda
Glowna nie docenia niebezpieczenstwa grozacego ze strony AK. Procent
AK-owcow w MO jest za duzy. Zadaniem czystki powinno byc usuniecie AK-owcow
(...)" (cyt. za: T. Zenczykowski, op. cit., s. 302).
Warto tu rowniez przypomniec szczegolnie haniebna role odegrana przez
tajnego sowieckiego agenta w Londynie, przez wiele lat korespondenta
Polskiej Agencji Telegraficznej Stefana Litauera.
Ten przebiegly falszerz historii jako pierwszy wystapil w Londynie juz w
... wiecej »